poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Rozdział 5

~Izabela~
Nagle rozbrzmiała jedna z moich ukochanych piosenek na poprawę humoru.... Stalowa rura xDD Słysząc to kumple Wojtka ożywili się, zdziwiłam się ich zachowaniem. I zrobili coś czym mnie kompletnie zadziwili. Rozstąpili się skandując jego imię i naszym oczom ukazała się rura. Stałam nie mogąc nic z siebie wykrztusić. Wreszcie podeszłam do polaka, który darł się
-Który to debile? Zabiję jak się dowiem!
-Słońce, nie szalej tak. Dla twojej informacji to ja to zrobiłam-spojrzałam na niego arogancko.
-Skąd wiesz?
-Ale o czym?
Od odpowiedzi wybawił go lekko wstawiony Walcott.
-Jak Wojtek zaczął u nas grać to szybko się zakumplowaliśmy, czaisz?-nie czekając na moją odpowiedź kontynuował-No i wziął nas do polski na wakacje. Poszliśmy wtedy na domówkę do jakiegoś jego kumpla Roberta Lewagolskiego czy coś takiego, znasz go? Zresztą nie ważne. DJ puścił tę piosenkę a że Wojtek był już nawalony w trzy dupy, to ten Lewy bez problemu go namówił i nasz bramkarz zaczął tańczyć. Od tamtych wakacji nigdzie nie chce z nami wyjeżdżać.
Gdy to usłyszałam nie wytrzymałam i zaczęłam się śmiać, przysięgam starałam się opanować ale to było ponad moje siły.
-Wojtuś, pokaż co potrafisz kotku...-prosiłam płacząc ze śmiechu.
Udawał obrażonego ale spojrzał na mnie z iście szatańskim uśmiechem.
-Dobra, ale ma jeden warunek.
-Jaki?-spytałam podejrzliwie.
-Zatańczę jak zaśpiewasz-myślał pewnie że łatwo się wywinie...
-Hm... Ok. Ale, ale ty śpiewasz: Jestem najlepsz... i tak dalej jasne?
-Umowa stoi.
Krótko uścisnęliśmy sobie dłonie, Wojtek podał swoją niebieską koszule Aaron'owi, ja dostałam mikrofon i poprosiłam dj'a aby puścił tylko podkład. Zaczęło się.... pominęliśmy pierwszą zwrotkę i zaczęliśmy od tego:
W: Jestem najlepsza w jeździe na rurze , wiesz ?
I: No nie wiem mała, przekonaj mnie .
W:Moje gorące uda czynią cuda .
I: Samo gadanie nie kręci mnie .
Wszyscy patrzyli na nas z podziwem.
Tańczy dla mnie na rurze i znowu mruga okiem ,
jest taka piękna, te oczy głębokie.
Tańczy dla mnie na rurze i znowu mruga okiem ,
jest taka piękna, te oczy głębokie.
Nie mogłam oderwać wzroku od Wojtka i jego ruchów. Te jego zjazdy... Mrrr...
Stalowa rura fi pięćdziesiąt sześć ,
tę naprawdę było ciężko po schodach wnieść .
Stalowa rura fi pięćdziesiąt sześć (wow)
w naszym klubie już jest.
Szalony klub i scena, swingersi i bajera 
na luzie się rozbiera najlepsza kicia. ( Miau )
Temperatura wrzenia, w powietrzu erochemia .
Amory i spojrzenia, na twarz. ( Na twarz. )

W: Jestem najlepsza w jeździe na rurze, wiesz ?
I: No nie wiem mała, przekonaj mnie .
W: Moje gorące uda czynią cuda .
I: Samo gadanie nie kręci mnie .

Tańczy dla mnie na rurze i znowu mruga okiem . 
Jest taka piękna, te oczy głębokie.
Tańczy dla mnie na rurze i znowu mruga okiem .
Jest taka piękna, te oczy głębokie.

W:Tak tańczę na rurze, uwodzę Cię mym wzrokiem ,
bo jestem najlepsza .
I: Się wie i taką właśnie lubię Cię .
W: To właśnie ja.

Swingersi i bajera, temperatura wrzenia, 
w powietrzu erochemia amory i spojrzenia, 
najlepsza kicia, najlepsza kicia, 
najlepsza kicia, na twarz.

Tańczy dla mnie na rurze
I znowu mruga okiem jest taka piękna,
Te oczy głębokie. 

W:Tak tańczę na rurze, uwodzę Cię mym wzrokiem, 
bo jestem najlepsza .
I:Się wie i taką właśnie lubię Cię 
W:To właśnie ja.
Nie wiele osób zrozumiało tekst piosenki ale wszyscy bez wyjątku klaskali nie przerwanie przez kilka minut. Kłanialiśmy się oboje, przyjmując liczne gratulacje lecące z każdej strony. Po chwili bawiliśmy się do wielu znanych angielskich piosenek. Po kilku szybkich byliśmy zmęczeni więc udaliśmy się do baru.
-Wiesz Wojtuś... nie spodziewałam się tego po Tobie... Taki talent, a się marnuje...-przyznałam zszokowana.
-Czyżbyś nigdy nie widziała faceta na rurze?-zakpił.
-Miałam ciekawsze rzeczy do roboty a nie oglądać takie widoki, skarbie.
Spojrzał na mnie spod uniesionych brwi  i pochylił z zamiarem pocałowania lecz przerwał nam Aaron zalany w trupa.
-Mówiłeś że ona ci się nie podoba...-bełkotał patrząc z wyrzutem na Wojtka-Że nie tkniesz jej nawet kijem! Że ja mogę do niej zarywać... A dzisiaj co? obściskujesz się z nią na środku parkietu. 
-Ar, chodź odwiozę Cię do domu....-zaczęłam lecz przerwał mi brutalnie.
-Nie wtrącaj się! Jesteś zwykłą szmatą, ze mną przyszłaś a z nim się niemalże pieprzysz na parkiecie-słysząc to oniemiałam.
Zanim zdąrzyłam zareagować zrobił to Wojtek uderzając go pięścią w twarz. Dopiero wtedy zareagowałam. Rozpłakałam się, nie przez ogólny sens tego co powiedział a przez to jedno słowo które obudziło wspomnienia...
~wspomnienie~
Kilka dni po wypadku, pogrzeb Kamila... 
Byłam kompletnie załamana, nie wiele pamiętam z samej uroczystości cały czas płakałam.... Wszyscy już poszli, ale ja zostałam... Klęknęłam przy jego grobie i zaczęłam mówić...
-Jak mogłeś mi to zrobić? Zostawić mnie? Ja się kocham! Rozumiesz? Kocham z całego serca! Nie wyobrażam sobie życia bez Ciebie... Moje życie straciło sens...
Kolejny raz zaniosłam się szlochem który nie chciał ustać... Wtedy podbiegła do mnie jego siostra i wrzasnęła mi w twarz.
-To przez ciebie szmato on nie żyje! To twoja wina! Gdyby nie ty to by się nie stało!-Chciała już mnie uderzyć ale znikąd pojawił się jej chłopak Przemek i złapał ją w pasie, odciągając ją ode mnie i szepcząc uspokajająco
-Kamiś, spokojnie... Wiesz że to nie jej wina, to motor nawalił, rozumiesz motor.... Nie krzycz na Izę jej bez tego jest ciężko...
Więcej nie usłyszałam ale w duchu podziękowałam mu za te słowa. Bałam się że wszyscy mnie o to obwiniają. A jednak... chłopak jego siostry bliźniaczki, z którym byli jak bracia nie. To nadal znaczy dla mnie bardzo wiele.
~Koniec wspomnienia~
Wróciłam do rzeczywistości i tym razem to ja byłam pocieszana. Co chwila szeptał do mojego ucha.
-Izuś, spokojnie, to się więcej nie powtórzy... On nie wiedział co mówi... Był pijany, urażony... Na pewno nie chciał tego powiedzieć....
Nie mogłam się uspokoić a w jego ramionach czułam się tak bezpiecznie. Wtuliłam się mocniej w tors blondyna i płakałam.
-Kochanie, zamówię taksówkę i odwiozę Cię do domu.
Nie miałam siły na nic poza pokiwaniem głową. Po chwili szliśmy już powoli do taksówki, Wojtek podał adres i po kilku minutach byliśmy u mnie. Gdzie widząc w jakim stanie jestem zaniósł mnie i postawił mnie na ziemi dopiero pod drzwiami. Gdy wreszcie je znalazł, zaprowadził mnie do sypialni i gdy chciał wyjść wyszeptałam.
-Zostań...
Posłuchał mnie i po chwili leżałam już w niego wtulona a on przytulał mnie jakby nie istniało nic oprócz nas....
-------------------------------------------------
Kochani, oto wyczekiwany rozdział piąty.
Troszkę namieszałam i bardzo Was za to przepraszam ale myślę że tak będzie ciekawiej :))
Następna notka za 6 komentarzy od 6 różnych osób xD

Ps. Czytasz=Komentujesz

Pozdrawiam, Iza :***

poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Rozdział 4

~Izabela~
-No, no kogo ja tu widzę?-zapytał Wojtek z aroganckim uśmiechem.
Policzyłam w myślach do dziesięciu i głęboko odetchnęłam.
-Może zaczniemy od początku-zaproponowałam-Jestem Iza Polasik.
-Wojtek Szczęsny, może przejdziemy na polski?
-Ok, wiesz trochę ciężko przestawić się z jednego języka na drugi-odparłam w języku ojczystym.
-Pamiętam jak sam przyjechałem do Anglii, było mi trudno pamiętać żeby mówić po angielsku i często wtrącałem coś po polsku. Doprowadzałem tym chłopaków do szału. Ale dość o mnie... Powiedz coś o sobie-zakomenderował niczym generał.
-No to tak jestem z zadupia na Podlasiu, mam 18 lat. Boje się motocykli, choć kiedyś je kochałam... hm... Nie mam chłopaka i przyjechałam tu na studia. To tyle.
-Co się stało że boisz się motocykli?-zadał pytanie którego tak się obawiałam.
-Dwa lata temu, w swoje urodziny precyzując mój chłopak przygotował dla mnie niespodziankę. Jechaliśmy jego motorem ale cóż.... do tej pory nie wiem jak to się wydarzyło ani czemu... Mieliśmy wypadek ja miałam kilka lekkich otarć ale Kamil nie... nie przeżył. Od tamtej pory nie zbliżam się do motocykli.-zakończyłam lekko drżącym głosem.
-Przepraszam nie powinienem był o to pytać-powiedział delikatnie łapiąc mnie za dłoń, a ja zatonęłam w jego oczach.
-Nic się nie stało, nie wiedziałeś-odparłam miękko. W naszą przestrzeń wdarł się natarczywy głos należący do nikogo innego tylko do Aarona.
-Masz może ochotę zatańczyć?
-Rozmawiam z Wojtkiem jakbyś nie zauważył-byłam szczerze zirytowana.
-Wiem że za nim nie przepadasz więc cię ratuje...
-Ech.... faceci-mruknęłam po polsku na co Wojtek mało nie udławił się piwem, przyczyną tego był niekontrolowany wybuch śmiechu. Spojrzałam na niego unosząc brew i dodałam po angielsku-On nie jest taki zły jak myślałam na początku.
Młody anglik wydał się tym... znudzony? tak to chyba dobre słowo.
-Czyli tańczysz czy nie?
-Zostanę tu nie mam na razie ochoty na taniec.
-Wolisz jego niż mnie i moje towarzystwo?-spytał arogancko.
Zszokowana jego zachowaniem powiedziałam.
-Zdecydowanie wolę Wojtka-i mrugnęłam zalotnie.
Aaron spojrzał na mnie zniesmaczony i odszedł w stronę grupki rozchichotanych, pustych, blond laleczek. Wróciłam na sofę na której siedziałam z młodym bramkarzem.
-Więcej nie umówię się z anglikiem-jęknęłam po polsku.
-Hm... a z Polakiem?-spojrzał na mnie nie kryjąc rozbawienia.
-Z rodakiem zawsze-mruknęłam w odpowiedzi.
-W takim razie idziemy tańczyć-pociągnął mnie w stronę parkietu.
Na nasze nieszczęście-lub szczęście zależy jak na to spojrzeć-akurat rozbrzmiała moja ukochana piosenka, wolna ballada Al I need. Chciałam się wycofać ale on objął mnie w talii, nie miałam więc wyboru i zarzuciłam mu ręce na szyje.... Był to nie lada wyczyn ale się udało... W jego ramionach poczułam się bezpiecznie... Ostatnio tak się czułam w Jego ramionach... w ramionach Kamila... Gdy sobie to uświadomiłam do oczu napłynęły mi łzy i schowałam twarz w zagłębieniu szyi Wojtka....
-Ej mała...-lekko uniósł moją twarz-Co się dzieję?
Nie wiedziałam co powiedzieć a chciałam zapomnieć... Więc pocałowałam go, nie delikatnie i czule a z niezwykłą dla mnie zachłannością i pasją. On nie był mi dłużny, odpowiedział z wielką dozą namiętności. Pochylił się i wplótł palce w moje włosy pogłębiając pocałunek. Po słodkiej chwili oderwaliśmy się od siebie aby zaczerpnąć powietrza, cały czas patrzyliśmy sobie głęboko w oczy zapominając że jesteśmy na imprezie. Istnieliśmy tylko my, ja i On. Byłam w niebie.
-Wojtek, ja.... to było cudowne..-wydusiłam wreszcie.
-To ty jesteś cudowna-odparł zachrypniętym głosem.
Tym razem to On mnie pocałował, było diametralnie inaczej niż za pierwszym razem... Było pełno czułości, delikatności, słodyczy... Całował cudownie, zapomniałam przy nim o wszystkich i wszystkim. Całkiem się zatraciłam. Nagle za moimi plecami rozległo się głośne chrząknięcie.
-Alex, naprawdę w tej chwili musiałeś tu przyleźć-jęknął Polak.
-Echem.. Wiesz nie dało się nie zwrócić na was uwagi, zaczęliście się obściskiwać na środku parkietu-słysząc to na twarz wypłynął mi gorący rumieniec.
Zaczęłam się tłumaczyć że normalnie się tak nie zachowuje, tylko dziś mi coś odwaliło. Moje zażenowanie pogłębił jeszcze tekst chłopaka z którym jeszcze nie dawno się całowałam.
-No wiesz jakbyś był tak gorący jak ja, albo ta ślicznotka koło mnie też byś coś takiego zrobił.
Oxlade-Chamberlain musiał zbierać szczękę z podłogi po usłyszeniu słów blondyna. Widząc tą scenę zapomniałam o swoim zawstydzeniu i roześmiałam się głośno, w moje ślady poszło sporo osób. Dopiero teraz zauważyłam że od dłuższego czasu mamy widownie. Gdy Wojtek przekomarzał się z kumplem ruszyłam w kierunku stanowiska dj'a. Szepnęłam mu kilka słów na ucho i po chwili z głośników rozbrzmiała....
---------------------------------
Kochani!
Trochę was pomęczę i następną notkę dodam dopiero za 6 komentarzy. Zobaczymy czy się uda :D
Mam nadzieję że się postaracie
                                                                                                                 Pozdrawiam, Iza :****

wtorek, 13 sierpnia 2013

Rozdział 3

                           ~Izabela~
Ogarnęłam mieszkanie i postanowiłam wziąć gorącą kąpiel. Siedziałam sobie w wannie słuchałam muzyki i czytałam książkę, po skończonej kąpieli wtarłam w siebie balsam, wysuszyłam i zakręciłam włosy. Poszłam do sypialni i założyłam to:

 (włosy w luźnym koku)

Zrobiłam lekki makijaż i czekałam na Aarona. Nie zdążyłam nawet popsuć fryzury a już usłyszałam dzwonek do drzwi. Za drzwiami stał on, wyglądał olśniewająco w szarej, eleganckiej koszuli i zwykłych ciemnych dżinsach z włosami postawionymi na żel.
-Ślicznie wyglądasz Isa-uśmiechnął się słodko.
-Dziękuję, dziękuje ty też zachwycasz-odparłam zalotnie.
Spojrzał na mnie ze zniewalającym uśmiechem, a ja się rozpłynęłam w jego oczach.
-Wchodź i chodź ze mną do salonu, może się napijesz....


W tym samym czasie
                       ~Wojtek~
-Stary, musisz przyjść na tę Imprezę-jęczał Alex.
-Nie mam nastroju, jasne?-Postanowiłem sobie że następnym razem nie odbiorę.
-Rozumiem że jesteś rozbity rozstaniem z Sandrą ale....
-Nie interesuje mnie ta pinda-uciąłem ostro.
-To stary weź wpadnij...-matko... Ile można kogoś namawiać?!?
-Alex....-zajęczałem do telefonu.
-Tylko na chwilkę, na godzinkę chociaż-błagał dalej.
-Nigdzie się nie wybieram-oznajmiłem kategorycznie.
-Ok, czyli będę u Ciebie za pół godziny masz być do tego czasu gotowy bo jak nie...-i tą groźbą zakończył rozmowę.
-Fuck-zakląłem w przestrzeń.
Co ten idiota sobie myśli?! No co?! jasno dałem mu do zrozumienia a ten swoje.... ech.... taki już mój żywot... Ciekawe czy będzie ta blondi? Zacząłem szukać jakichś ciuchów... no dobra nie jakichś a mojej ulubionej koszuli i marynarki, wziąłem prysznic podśpiewując "Stalową rurę". Szukając odpowiednich spodni i butów byłem w wyśmienitym nastroju. Postanowiłam nawet odwlec egzekucje Alexa. Wcześniej wspomniany wlazł do mojego mieszkania jak do siebie...
-Stary co ty tak latasz?-powiedział na dzień dobry.
-Szukam.... czegoś.
-Eee... Wojtek?-zapytał z dziwnym wyrazem twarzy.
-Tak?
-Czemu masz na Sb koszule, marynarkę, buty i... bokserki?
Zaśmiałem się w odpowiedzi
-Spodni szukam geniuszu.
-Wy Polacy to dziwni jesteście-westchnął ale też się zaśmiał.
-Mam!-wykrzyknąłem widząc że wystają spod kanapy O.o
-To zakładaj i lecimy...

~Izabela~
Posiedzieliśmy chwile gadając, nadszedł jednak czas aby jechać na imprezę.
-To ja zamówię taxi-zaproponowałam podchodząc do okna.
-Dobrze-podszedł i objął mnie od tyłu w tali-A może zrobimy sobie tu prywatną Imprezę?-powiedział całując mnie w kark.
Zaczerwieniłam się lekko i wyrwałam z jego silnych ramion.
-Obiecałam że przyjdę...-zaczęłam ale ten nie dał mi dokończyć, złapał mnie za dłoń i przyciągnął do siebie, tak że teraz stałam twarzą do niego.
Dzieliły nas milimetry gdy zadzwonił jego telefon a ja wykorzystując to odskoczyłam zakłopotana.
-Ar, odbierz a ja zadzwonię... po taksówkę.
Po kilku minutach wrócił do pokoju i oznajmił.
-Chłopaki nie mogą się już na nas doczekać...
Usłyszeliśmy krótkie trąbnięcie, szybko zeszliśmy na dół. Zapadła krępująca cisza, po 10 minutach byliśmy na miejscu. Aaron poprowadził mnie do wejścia i się rozluźniłam, przechodząc koło niego gdy przepuszczał mnie w drzwiach szepnęłam
-Prywatna impreza? musisz się bardziej postarać-zostawiłam go zbierającego szczękę z podłogi i ruszyłam w stronę głośnej muzyki.
Po chwili usłyszałam głos którego miałam nadzieje więcej nie usłyszeć a należał on do....
--------------------------------------------------------
Moi kochani przepraszam że dodaje tak późno ale wena mnie na chwilę opuściła i dopiero dziś wróciła i udało i się dokończyć. Mam nadzieje że się spodoba.
ps. CZYTASZ=KOMENTUJESZ
                                                                                                                                Pozdrawiam, Iza :*

piątek, 9 sierpnia 2013

Rozdział 2

~Izabela~
Kiedy obudziłam się następnego dnia byłam dziwnie skołowana, nie mogłam się zebrać do niczego. Wreszcie zebrałam się i wzięłam prysznic, zrobiłam makijaż i założyłam to:


Gdy byłam gotowa postanowiłam wyjść na spacer, chodziłam ulicami bez celu. Usiłowałam sobie przypomnieć imiona chłopaków których poznałam wczoraj. Ech... moja cudowna pamięć... Mniejsza z tym... Znam skądś tego chłopaka tego... tego Wojtka? Chyba tak, wyglądał na polaka. W pewnym momencie zobaczyłam roześmianą grupę wychodzącą ze stadionu, było w nich coś znajomego ale nie mogłam skojarzyć co. Nagle usłyszałam
-Isa! Isa! to my!-odwróciłam się w ich stronę ale nadal nie wiedziałam kim oni są.
-Aaron? Theo? Alex?-spytałam niepewnie.
-Tak piękna-odparł ten pierwszy całując mnie w policzek.
-Mmm... jak miło a to za co?
-Tak bez okazji-uśmiechnął się łobuzersko.
-Dobra, koniec tego dobrego dzieciaki-przerwał nam Theo, w tej samej chwili szturchnął go Alex.
-Ała, rozumiem.-syknął w jego stronę, a do mnie dodał-Organizuje dziś imprezkę, wpadniesz? Poznałabyś nowych ludzi i wogóle.
-Chętnie, ale nie mam pojęcia gdzie mieszkasz...
-O to nie musisz się martwić. Jeśli chcesz to mogę wpaść przed i cię zabrać, potem byśmy razem wrócili...-zaproponował Aaron, widząc moje milczenie zaczął się tłumaczyć-Jeśli nie chcesz nie ma sprawy, zrozumiem. Pewnie masz kogoś w Polsce a ja jak głupi się do ciebie przystawiam....
W między czasie Alex i Theo gdzieś zniknęli. To dobrze, bardzo dobrze.
-Aaron, spokojnie... Nie mam nikogo w Polsce i bardzo, ale to bardzo chętnie pójdę z Tobą na tę imprę. To będzie czysta przyjemność.
-Naprawdę?-spojrzał na mnie z nadzieją-A można to za randkę uznać?
-Tak, bardzo chętnie pójdę z Tobą na randkę Aaronie-uśmiechnęłam się zalotnie.
Odpowiedział mi szerokim uśmiechem i złapał za rękę.
-Odprowadzę Cię żebyś mogła się swobodnie przyszykować i wrócę tak o 20, to będziemy u niego akurat jak imprezka zacznie już się rozkręcać.
Gdy staliśmy już pod apartamentowcem w którym mieszkam powiedziałam
-Nie będę cię teraz ciągnąć na górę, bo mieszkam na szóstym piętrze... ale wieczorem...-spojrzałam na niego tajemniczo-ale o tym później... Mieszkam w mieszkaniu nr. 16, będę na ciebie czekać.
-Ok, to pa-pocałował mnie w policzek i poszedł w swoją stronę, a ja ruszyłam do swojego mieszkania.
-----------------------------------------------------------------------------------
Kochani bardzo was przepraszam że dawno nic nie wrzucałam ale wiadomo wakacje, do tego jestem chora... Mniejsza z tym, mam nadzieję że podoba się Wam to co tu czytacie.
Proszę Was o jedno CZYTASZ=KOMENTUJESZ 
                                                                                              POZDRAWIAM, IZA

czwartek, 8 sierpnia 2013

Kochani!
Bardzo was przepraszam że nic nie dodałam ostatnio ale byłam na wakacjach a teraz chora jestem. Postaram się jednak jak najszybciej coś dodać.
                                                                                                                    Pozdrawiam, Iza :*****

niedziela, 14 lipca 2013

Rozdział 1

~ Izabela ~
Stałam w centrum Londynu i mokłam czekając na taksówkę która ma mnie zawieść do mojego nowego mieszkaniu. Jestem zmęczona i najchętniej spałabym w swoim łóżku. Jednak zanim padłam ze zmęczenia podjechała taksówka. Po 10 minutach byliśmy na miejscu. Wzięłam walizki i zaczęłam taszczyć je na 6 piętro. Wyciągając klucze z torebki byłam okropnie padnięta, wpadłam do mieszkania, założyłam piżame i momentalnie zasnęłam. Następnego dnia wstałam świeża i rześka jak nigdy. Wziełam szybki prysznic, założyłam czarne dresy i zaczełam się rozpakowywać. Zajeło mi to kilka godzin, gdy wreszcie się z tym uporałam było późne popołudnie. Wzięłam z garderoby łososiowe rurki, jasno czerwoną tunikę, krótką czarną, skórzaną kurteczkę, miętowe szpilki i torebkę w tym samym kolorze. Szybko zrobiłam lekki makijaż i ruszyłam zwiedzać miasto. Krążę bez celu już około dwóch godzin, wreszcie zdecydowałam się na wejście do jednej z licznych kafejek. Podeszłam do kasy i zamówiłam gorącą czekoladę. Rozejrzałam się po pomieszczeniu nie widać ani jednego miejsca... a nie są dwa przy stoliku gdzie siedzi kilku chłopaków. Podchodzę do nich wiedząc że nie mam wyjścia, bo muszę gdzieś poczekać na swoje zamówienie. Uśmiecham się niezręcznie i pytam.
-Hej chłopcy, wolne?
-Tak, siadaj i czuj się jak u siebie-odpowiedział wysoki na oko dwudziesto trzy letni chłopak.
-Jestem Iza, a wy?-przedstawiłam się.
-Ja jestem Aaron-przedstawił się ten który odezwał się wcześniej.
-Ja Lukas-odezwał się przystojny około dwudziesto ośmioletni mężczyzna.
-Jeszcze my! Ja nazywam się Alex, a ten brzydal obok to Theo-wszyscy zaśmialiśmy się wesoło, a ja spojrzałam na tych dwóch prawie identycznych chłopaków.
-Skąd jesteś?-zapytał Aaron.
-Przyjechałam z Polski.
-Do pracy czy na studia? Nie musisz odpowiadać jak nie chcesz-kontynuował swoje przesłuchanie.
-Na studia i uprzedzajac twoje następne pytanie. Jestem tu sama i jeszcze nikogo nie znam.
-Wiesz co... czuje się urażony-wtrącił się Alex.
-Czemu?-spytałam unosząc brwi.
-Bo przecież poznałaś już nas, więc kogoś tu znasz-wytłumaczył Theo
Nagle usłyszeliśmy czyjś głos
-Zostawić was na pięć minut i zaraz znajdziecie sobie jakąś dziewczyne. A ty mała kimkolwiek jesteś mogłabyś się stąd wynieść bo chciałbym posiedzieć z kumplami.
Chłopcy nie wiedzieli jak zareaguje więc tylko patrzyli. Wstałam ale żeby spojrzeć intruzowi w twarz musiałam zadrzeć głowę, a nie należe do najniższych i mam na nogach wysokie szpilki. Byłam tym trochę zdziwiona. Spojrzałam mu w oczy i słodkim tonem odparłam.
-Po pierwsze nie jestem mała, po drugie spadaj słoneczko bo cóż miło mi się z nimi gada a ty to psujesz. Chyba wiesz co mam na myśli?
Spojrzał na mnie spod uniesionych brwi.
-Nie nie wiem co masz na myśli MAŁA-ostatnie słowo zaakcentował.
-A chciałam byc miła-westchnęłam i wytłumaczyłam-Chodziło mi o to że to ty powinieneś się wynieść.
Chłopcy obserwowali nas z wyraźnym rozbawieniem czekając na dalszy rozwój wydarzeń.
-Aaron czy ja się przesłyszałem ale czy to COŚ właśnie kazało mi spadać?-zapytał kumpla jakby mnie tam wcale nie było.
-Stary, ona jasno dała ci do zrozumienia że masz się wynosić-zaśmiał się zapytany.
-Laluniu, ty chyba nie wiesz z kim rozmawiasz-wycedził.
-Nie wiem i nie chce wiedzieć chłopczyku-odparłam bezczelnie.
-Jak śmiesz się tak do mnie odnosić?-zapytał oburzony.
-Hmm... pomyślmy... myślę że normalnie-gdy to usłyszał myślałam że para pójdzie mu uszami.
-Wojtek,myślę że najlepiej będzię jeśli już pójdziesz-wtrącił Alex zanim tamten zdąrzył się odezwać.
-Chłopaki to wasz kumpel a mnie ledwo znacie to ja powinnam już iść. Mam nadzieje że jeszczecze się spotkamy, pa-powiedziałam ugodowo.
-Nie musisz iść to on wyjdzie-powiedział z naciskiem Aaron.
-Jestem zmęczona a jeszcze niebardzo znam miasto więc powinnam iść póki jeszcze jasno i jako tako się orientuje.
-No dobra... prawie na pewno jeszcze się spotkamy-powiedział niechętnie Aaron
-To pa-pożegnałam się z chłopakami, odebrałam swoją czekoladę i ruszyłam w drogę powrotną do swojego mieszkania.
~ Wojtek ~
Wracam do stolika i co tam zastaje?!? Moi kumple siedzą przy naszym stoliku i podrywają śliczną blondynkę.
-Zostawić was na pięć minut i zaraz znajdziecie sobie jakąś dziewczyne. A ty mała kimkolwiek jesteś mogłabyś się stąd wynieść bo chciałbym posiedzieć z kumplami.
Nikt nie wiedział jak ta laska zareaguje więc czekaliśmy. Wstała-była ode mnie sporo niższa nawet w szpilkach-zadarła głowe i powiedziała.
-Po pierwsze nie jestem mała, po drugie spadaj słoneczko bo cóż miło mi się z nimi gada a ty to psujesz. Chyba wiesz co mam na myśli?
Spojrzałem na nią szczerze zdumiony.
-Nie nie wiem co masz na myśli MAŁA-ostatnie słowo zaakcentowałem.
-A chciałam byc miła-westchnęłam i wytłumaczyła-Chodziło mi o to że to ty powinieneś się wynieść.
Chłopcy obserwowali nas z wyraźnym rozbawieniem czekając na dalszy rozwój wydarzeń.
-Aaron czy ja się przesłyszałem ale czy to COŚ właśnie kazało mi spadać?-zapytałem kumpla udając że jej tam nie ma.
-Stary, ona jasno dała ci do zrozumienia że masz się wynosić-zaśmiał się zapytany.
-Laluniu, ty chyba nie wiesz z kim rozmawiasz-wycedziłem.
-Nie wiem i nie chce wiedzieć chłopczyku-odparła bezczelnie.
-Jak śmiesz się tak do mnie odnosić?-zapytałem oburzony.
-Hmm... pomyślmy... myślę że normalnie-gdy to usłyszałem myślałem że wybuchnę.
-Wojtek,myślę że najlepiej będzię jeśli już pójdziesz-wtrącił Alex próbując załagodzić sytuację.
-Chłopaki to wasz kumpel a mnie ledwo znacie to ja powinnam już iść. Mam nadzieje że jeszczecze się spotkamy, pa-powiedziała ugodowo.
-Nie musisz iść to on wyjdzie-powiedział z naciskiem Aaron.
-Jestem zmęczona a jeszcze niebardzo znam miasto więc powinnam iść póki jeszcze jasno i jako tako się orientuje.
-No dobra... prawie na pewno jeszcze się spotkamy-powiedział niechętnie Aaron
Patrzyłem jak żegna się z chłopakami  i idzie do lady po swoje zamówienie.
-Chłopaki skąd wy ją wzieliście?-spytałem
-Spytała się czy może się dosiąść a jako że to niezła laska zgodziliśmy się bo jeszcze by nam uciekła-odpowiedział Aaron.
-Wyszczekana i pyskata...-powiedziałem z namysłem-Niech zgadnę Polka?
-No... ostra jest-przyznał Theo.
-Jeśli ją jeszcze spotkam to się z nią umówię-przyznał Aaron.
-Powodzenia życzę, ja bym jej nawet kijem nie tknął-zaśmiałem się złośliwie.
-Stary, odchrzań się od niej fajna z niej dziewczyna. Z nami gadała normalnie, było spoko i wogóle a ty się pojawiłeś i wszystko zepsułeś. Miałem jej nawet zaproponowac randkę a ty się oczywiście musiałeś wtrącić-wściekł się Aaron.
-Chłopaki uspokójcie się!-podniósł głos Theo.
-Nie kłóćcie się o jakąś przypadkową laskę-powiedział Alex.
-Niedługo mecz więc nie możecie się kłócić-poparł go Lukas.
-Dobra, ale mam nadzieje że nie spotkam więcej tej piekielnej blondi-zaśmiałem się.
-To co zamawiamy to piwo?-zapytał Aaron.
-Jasne-odpowiedziałem i wrzasnąłem-Kelnerka!
Po chwili już piliśmy swoje napoje, jak zawsze bez umiaru więc pod koniec wieczoru każdy z nas był tak uwalony że ledwo daliśmy radę zamówić taksówki. Zasnąłem z myślą o tej małej aroganckiej, bezczelnej i pyskatej dziewczynie.
~ Iza ~
Wychodząc z kafejki wrzałam z wściekłości. Jeszcze nie spotkałam tak zapatrzonego w siebie idioty. A spotkałam już wielu, ale żaden nie miał tak wielkiego ego jak on. Postanowiłam zapomnieć o całym zdarzeniu... no może nie o Aaronie. Był taki miły, choć ciekawski a jaki przystojny! Mam nadzieję że jeszcze go spotkam. Byłam tak zamyślona że nie zauważyłam dziury w chodniku i w nią wlazłam przez co wylałam swoja czekoladę. Ech... ja i moje zdolności... tyle dobrego że nie złamałam obcasów. Postanowiłam złapać taksówkę żeby sobie krzywdy po drodze nie zrobić. Podałam adres i po chwili byłam już w swoim mieszkaniu i przebierałam się w piżamę. Po chwili zasnęłam a w mojej głowie cały czas był ten arogant.



czwartek, 11 lipca 2013

Prolog

Od zawsze byłam królową szkoły, wyszczekana, przemądrzała, pyskata do czasu...
 To było dwa lata temu, moje 16 urodziny. Kamil podjechał pod mój dom na swoim nowym motorze (od kilku dni miał prawko i jeździł ile mógł), została godzina do mojej imprezy urodzinowej ale on uparł się że musi mi coś pokazać. Kłóciliśmy się przez chwilę, jednak ja jak zawsze mu ustąpiłam. Ile razy się kłóciliśmy- a zdarzało nam się to rzadko, byliśmy parą zaledwie od roku ale zgadzaliśmy się w niemalże wszystkim - zawsze on stawiał na swoim. Wzięłam swój kask z pokoju-czerwony z czarnym napisem "skarb"-pożyczyłam jego skórzaną kurtkę i wsiadłam za nim na motor, objęłam go w pasie i ruszyliśmy z piskiem opon. Wyjechaliśmy na prostą, Kamil coraz bardziej przyspieszał. Na drodze nie było nikogo widać, nawet jednego samochodu czy innego pojazdu. Byliśmy już przy plaży gdy coś zaczęło dziać się z silnikiem. Najpierw zaczęło lekko trząść ale udało mu się to opanować, od razu się uspokoiłam. Nagle... Nie wiem jak to się stało... Leciałam...Myślałam że umrę... Byłam tego prawie pewna... Jednak jak się później dowiedziałam ja miałam wiele szczęścia, za o Kamil już nie... Odzyskałam przytomność po kilku minutach, byłam cała obolała... Podniosłam rękę do głowy i poczułam dziwną wilgoć, po chwili zrozumiałam że to krew... Przeraziłam się okropnie... Nie mogłam sobie niczego przypomnieć... Pamiętałam tylko że czekałam na Kamila żebyśmy razem mogli pojechać na imprezę...Głowa okropnie mnie bolała... Wreszcie wspomnienia wróciły... Zaczęłam wołać Kamila... On nie odpowiadał... Nagle coś zauważyłam.... Był to reflektor motoru... Nie zwarzając na ból pobiegłam w tamtą stronę... To co tam zastałam załamało mnie... Mój Kamil leżał na piasku z jego głowy sączyła się krew... a on.. on się nie ruszał... Podeszłam bliżej padłam przy nim na kolana i zaczęłam nim potrząsać i krzyczeć żeby się obudził... Na jego twarz kapały moje łzy.... Miałam ochotę się zabić... Jednak znalazłam w sobie siłę... Sięgnęłam do kieszeni kurtki, znalazłam tam komórkę. Zadzwoniłam po karetkę, oderwałam się od niego dopiero gdy ratownicy zabrali mnie od niego siłą... Nie chciałam go zostawiać... Gdy mnie podnosili zobaczyłam to co on chciał mi pokazać. Był to wielki napis ze świec ułożonych na piasku "Skarbie, zawsze będę Cię kochał. Kamil" Znów padłam na kolana i zaczęłam łkać... To wyglądało makabrycznie, jakby to było Jego ostatnie pożegnanie...
Po tym wydarzeniu długo nie mogłam się otrząsnąć, poddałam się, odcięłam się od wszystkich, przez długi czas nie wychodziłam z domu ale teraz mam to za sobą i zaczynam wszystko od nowa. Tu w Londynie.

document.body.className = document.body.className.replace('loading', ''); }, 10);